Dzień Walki z Rakiem. „Jak stonoga”

Cześć! Dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Walki z Rakiem! Posłuchajcie o paru historiach o tym wstrętnym czymś! Chwała Słownej Kawiarce za przypomnienie tak ważnego dnia! A na końcu posta tematyczne książki i filmy 🙂

WCDbadgeNowotwory pojawiają się czasami od tak, nie wiadomo dlaczego. Nie patrzą na wiek, ani na płeć, na nic. Po prostu przychodzą. Niektórzy uczeni donoszą, że część osób rodzi się z genetyczną podatnością na rozwój raka. Pecha mają Ci, których geny i komórki rakowe  uruchomią się. O takich osobach będzie dzisiejszy wpis. Wszystkie imiona zostały zmienione.

Sąsiadka nr 1
Pierwszą znaną mi osobą z nowotworem była sąsiadka z bloku, pani Stasia (obecnie ma 50 lat). Zawsze była chuda i wysoka. Odkąd pamiętam nosiła peruki, chusty na głowie, albo dziwne fryzury. Nie wiem ile z tych tworów na jej głowie było zrobionych z jej własnych włosów… Zawsze była przygaszona, ale pogodna. Uśmiechała się na widok ludzi, którzy się jej kłaniają. Często zagadywała o to, co u mnie słychać. Było widać, że choroba ją męczy, ale jeździła gdzie się da żeby ją pokonać. Często robiła to sama. Rodzina rzadko ją wspierała. Była zdana sama na siebie. Wykryto u niej nowotwór piersi. Wycięto jej obie. Niekiedy wyżalała się swojej sąsiadce, z którą mieszkała „drzwi w drzwi” ze swoich problemów. Mówiła, że jest jej bardzo ciężko, często płakała. Co ciekawe, nawroty jej nowotworu pojawiały się w momentach życiowych zakrętów: zdrad męża, awantur z dziećmi, odrzucenia i samotności. Pani Stasia po opuszczeniu jej przez męża i dzieci mieszkała sama w trzypokojowym mieszkaniu w bloku. wac5bcki-obraz-na-zielonej-wodzie-8564Pokonała nawrót nowotworu, jednakże zdiagnozowano u niej depresję. Wyprowadziła się z mojego miasta do innego, gdzie znalazła sobie przytulne cztery kąty niedaleko ośrodka, do którego uczęszcza na arteterapie. Wiem, że lubi chodzić zwłaszcza na muzykoterapię. Zajęcia ją uspokajają i odprężają. Tak mówiła, gdy spotkałem ją po raz ostatni. Gdy jeszcze mieszkała w moim bloku wieszała swoje obrazy, które malowała na zajęciach plastycznych. Pamiętam jeden z wielką zieloną ćmą, albo motylem. Był intrygujący. Obrazy Pani Stasi czasem były świetne, a od czasu do czasu gorsze. Były jak jej dni, miesiące, czy lata. Odzwierciedlały to, co aktualnie przeżywała. Teraz tych obrazów już nie ma. Zabrała je ze sobą do nowego lokalu. Wiem, że Pani Stasia żyję. Mam nadzieję, że ma się co raz lepiej…

*obraz ważek pochodzi z bloga: anilalah

Sąsiadka nr 2
Kolejna sąsiadka z bloku także miała nowotwór piersi. Była średniego wzrostu szatynką. Gdy zaczęła walkę z ta obrzydliwą chorobą była świeżo upieczoną dwudziestoczteroletnią mamą. Odbyła serie chemioterapii, amputację piersi. Jej dzieci: syn i córka miały po kilka lat, gdy ich mama zachorowała. Zdawało się, że wyzdrowiała. Promieniała. Tętniła życiem przez wiele lat. Wszędzie było jej pełno. Jej dzieci podrosły. Wyczekiwała na ślub córki. Dwa lata temu, pewnego słonecznego dnia do drzwi życia Pani Anny znów zapukał rak. Miesiąc po tym zabrał ją z tego świata. Wesele odbyło się później niż planowała to rodzina.

Internetowy rak
Kolejnego „raka” poznałem w Internecie na forum, czy chacie. Nie pamiętam już dokładnie, gdzie go spotkałem. Było to ładnych kilka lat temu. Szukałem wtedy znajomych o podobnych zainteresowaniach muzycznych. Tak poznałem Wojtka. Miał wtedy 21 lat. Gdy go pierwszy raz zobaczyłem to myślałem, że jest stereotypowym studentem politechniki: ubrany był w czarne jeansy i czarny t-shirt. Jego krótkie kręcone włosy utwierdzały we mnie ten stereotyp. Okazało się, że nie jest przeciętnym i typowym studentem kierunków ścisłych, W trakcie rozmów z nim dowidziałem się, że miał jakiś nowotwór. Do teraz nie wiem jaki. Zawsze ucinał rozmowę na ten temat. 130HSzanowałem to. Skoro nie był gotowy, nie musiał mówić mi wszystkiego. Jednakże był w stanie opowiedzieć mi co się działo na oddziale chemioterapii. Z poznanym tak kolegą Michałem buszowali po całym szpitalu, podrywali pielęgniarki, robili gagi, wygłupiali się, rozbawiali innych. Znacie film pt.”4 piętro”?! To opowieść prawie o nich. Przynieśli ze sobą największy rozgardiasz w szpitalu i najwięcej radości personelowi i innym pacjentom. Wojtek wspomina ten czas jako jeden ze szczęśliwszych w swoim życiu. Koniec końców wyzdrowiał i do dzisiaj ma się dobrze. Z kolei Michał zmarł krótko po tym, gdy dowiedział się o zwycięstwie nad chorobą swojego kolegi. Wojtka łączy z Panią Stasią tak jakby wypalenie życiem. Jest pogodny, ale wyczuwa się od niego, że ma świadomość nawrotu choroby. Nie planuje swojego życia. Obecnie studiuje psychologię kliniczną. Wojtek chce kiedyś pomagać osobą mierzącymi się z chorobami. Marzy mu się praca na oddziale, a jakże, onkologicznym.

Trzy w jednym
Kolejne historie nowotworowe miały miejsce w zeszłym roku. Wszystkie. Najpierw raczysko dopadło naszego kolegę Dariusza, lat 22. Był kwiecień. Kuśtykał na imprezie. Noga rozbolała go strasznie. Ledwo chodził. Pojechał do szpitala. Zbadali go. Po masie prześwietleń i konsultacji lekarze odkryli w jego kolanie duży guz.  Byliśmy w szoku i źli na los. Do wakacji chemię nie przyniosły skutku. Musiał mieć amputację nogi. Nasz szok i złość powróciły. Po pół roku od zabiegu nadal ma chemię. Walczy, próbuje chodzić z protezą. Bierze udział w rehabilitacji. Jest, chyba, najbardziej odwiedzanym pacjentem, na swoim oddziale, ale za to najmłodszym. Większość pielęgniarek go zna. Odwiedzany go grupami. To dlatego 😛 Będąc na oddziale podrywa młodą pielęgniarkę. Teraz może już mniej. Nie zawsze ona jest, gdy on także. Co nie zmienia faktu, że ożywa jak ją widzi. W sumie, jak zobaczy swoich kumpli i kumpele to także. Darek zna większość, jak nie wszystkie oznaczenia badań, które mu wykonywano i można zrobić. O swoim niechcianym „przyjacielu” wie bardzo dużo. Wszyscy jesteśmy dobrej myśli. Szczególnie umacnia nas w tym przekonaniu to, że Darek dużo je i chce być zdrowy, pochodzić z nami, spędzać czas nie tylko w łóżku. Wiecie co… nawet ZUS podziela nasz pogląd. Dał mu rentę bodajże na niecały rok. Myślą, że mu noga odrośnie, czy będzie bardziej sprawny z protezą?! Cały czas wspiera go masa dobrych ludzi!156H
W tym samym niemal czasie, co zdiagnozowano Darka, dowiedziałem się, że nowotwór ma mama mojej koleżanki z pracy i syn jej kuzynki. Rak takie „combo” (kombinację uderzeń) sobie wymyślił. Mama koleżanki: Pani Basia to harda babka, nie daje się. Zła jest tylko na to, że codzienne czynności bardzo ją męczą. Zawsze była aktywną kobietą. Tyle spraw potrafiła załatwić jednego dnia. W tylu miejscach być. Teraz musi zwolnić. Ostatnio Pani Basia zrobiła pyszny placek, który dała mojej koleżance do pracy, aby nas poczęstowała. Był przepyszny i wypełniony wdzięcznością i miłością. Pani Barbara na razie wyniki ma coraz to lepsze. Inaczej jest z synem kuzynki mojej koleżanki: Antosiem, który mimo pogody ducha wyniki ma różne. Z Antosiem rodzice poszli do lekarza, gdy ten oznajmił im, ze boli go mózg. Nie zdziwi Was fakt, że zdiagnozowano u niego rzadki nowotwór?! Antek się nie poddaje. Wszyscy oni otrzymują masę wsparcia od ludzi, co mnie ciszy. Z całą trójką będzie dobrze. Wierze w to. Wiem to.

Co zaobserwowałem?!
Odwiedzając naszego kolegę na oddziale chemioterapii zauważyłem niesamowitych ludzi, którzy walczą. Bohaterów każdego dnia. Chodzą dzielnie po korytarzu oddziału w tą i z powrotem ze stojakami na woreczki z chemią. Plotkują przed telewizorem. Żyją codziennością. Każdy uśmiech jest dla nich wartości diamentu. Chłoną każda sytuację, które odrywają ich od szarej codzienności. Dużo widać w ich oczach. Nadzieję, radość, a czasem wielki smutek i żal. Często z ich postawy ciała wyczytuję zmęczenie, ale w ich oczach jest iskra. Tam jest życie, które tak łatwo nie odpuści.

Refleksja
Rak to nie wyrok. Za ks. Janem Twardowskim wierzę, że Bóg zamykając drzwi, otwiera okno:
8819-nie-placz-w-liscie-nie-pisz-ze-los* fragment wiersza „Kiedy mówisz” ks. Jana Twardowskiego

Ileż to powietrza i dobra może przywiać wiatr?! Znalazłem w sieci dopisek do tego wiersza: „Ale dlaczego to okno jest na 6 piętrze”. Wiem. Tam wiele i dużo więcej widać 🙂
Dowiadując się o kolejnym nowotworze u kogoś, zwłaszcza młodego, odczuwamy niesprawiedliwość i złość. Mamy do tego prawo. Myślimy sobie wtedy, że Bóg, los zmienił zdanie, albo chciał nasz czegoś nauczyć. Z kolei to okaże się po czasie… ale to już wątek na osobny wpis 🙂

Filmy z rakiem w „roli głównej”:
* „Gwiazd naszych wina” – ona chora, on chory, kumpel traci wzrok, romans/dramat.7586810-6
* „Dzisiaj jestem blondynką”– poradnik o tym, jak podrywać i nie rezygnować z życia towarzyskiego nawet będąc ciężko chorym. Główna bohaterka Sophie ma 9 peruk. W każdej z nich jest inną częścią siebie.
* „4 piętro”– hulają po szpitalu i piją kakao. Wspominałem o tym filmie już wcześniej. Zabawny.
* „Restless”– kolejny romans, z tym wyjątkiem, że on lubi chodzić na pogrzeby.
* „Nie jesteś sobą”- o kobiecie co będąc chora jest większą optymistka niż jej opiekunka. Warto zobaczyć!
* „Keith”– uwaga spojler! On chory. Dramat/romans.
* „50/50”– to jest film, o tym, że w momentach walki z przeszkodami (czytaj: rakiem), które napotykamy w życiu warto mieć przyjaciół, którzy kopną nas gdzie trzeba oraz doradzą

* „Chemia”- o założycielce fundacji „Rak’n’Roll” -> dzięki ożyciuwalceiprzemijaniu! 🙂

*”Szkoła uczuć”, „Bez mojej zgody”-> po raz drugi, dzięki Słowna kawiarka! 🙂

To są filmy, które przyszły mi do głowy jako pierwsze i je zapamiętałem. Można by jeszcze parę dopisać, ale niektórych nie widziałem i za nie nie ręczę.

Jeśli chodzi o książki to zdecydowanie polecam „Dzisiaj jestem blondynką”. Czytałem też „Gwiazd naszych wina” lecz się trochę wynudziłem. Innych tytułów na razie nie mogę sobie przypomnieć 😉7577481-6

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem. Poczułem się w obowiązku wspomnienia Wam o tych osobach. Ich historie można by jeszcze wzbogacić o przejazdy na sygnale po miastach na chemioterapię i inne itd. Ale nie o dbałość o szczegóły tu chodzi. Tylko o ich lwie serca.

 

 

 

„Jak stonoga”
Bądź stonogą, bądź stonogą;
machaj ręką, machaj nogą
machaj w prawo, w lewo, machaj w prawo,
marzenia Ci pomogą.
Dusze masz największą od największych na świecie!
Machaj ręką, machaj nogą,
bądź stonogą!
Malujesz stonogę, uśmiech duszy na złą drogę,
nieszczęść naście, a sto nóg, stonoga ma!
Bądź jak stonoga, a będziesz motylem!

Bo Wy, walczący jesteście królami, królowymi lwów…

11 myśli na temat “Dzień Walki z Rakiem. „Jak stonoga”

  1. Świetnie mi się to czytało. Jestem w szoku, że znasz tylu ludzi chorych na raka. Ja nie spotkałam ani jednej chorej osoby… Paradoksalnie- moja siostra kończy właśnie studia z radioterapii.

    Wzruszyła mnie pierwsza historia, bo ja studiowałam właśnie arteterapię. Na drugim roku studiów jeden z wykładowców „zmotywował” nas mówiac, że w Polsce tego zawodu nie ma. Teraz widzę, że się pozmieniało. Gdybym wtedy poznała takie osoby, jak Twoja sąsiadka, może zainspirowałyby mnie do tego stopnia, aby nie wyjeżdżać z kraju, albo przynajmniej kontynuować obraną drogę tutaj?

    Polubione przez 1 osoba

  2. Na samym początku dziękuję za podziękowania!

    W rodzinie P. ostatnie 2 lata były bardzo trudne bo „pod znakiem raka” , niestety w obu przypadkach przyszło się żegnać… Najgorsze jest to, że wystarczy jedna chora osoba, a cała rodzina czuję się tym świństwem zatruta…

    Piękny wpis, podziwiam każdą osobę, którą opisałeś. Najbardziej mi smutno kiedy widzę małe dzieci walczące na onkologii, dopiero przyszło im poznawać świat, a już mają wroga na swojej drodze…

    Do filmów jeszcze dorzucam: Szkołę uczuć, Bez mojej zgody. Resztę z tych, co opisałeś widziałam i polecam, zwłaszcza jak ktoś zaczyna narzekać na swoje życie 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s