Herbatka u królowej cz. 2. Królewskie wesele

Dzień dobry Wam!

Czas na kolejne gorące niusy ze Zjednoczonego Królestwa! A działo się dużo! 🙂

#1. Królewskie wesele

Przypadek lub nie sprawił, że byłem w Londynie w czasie przygotowań do królewskiego ślubu. Na wiele ulicach wisiały chorągiewki. Na każdym stoisku z pamiątkami można było kupić flagę Wielkiej Brytanii z umieszczonym w jej centrum wizerunkiem księcia Harry’ego i Meghan. Do kompletu były także kubki, talerze, filiżanki i torby z ich twarzami. Myślałem, że nikt tego nie kupuje. Przecież to kiczowate i brzydkie! Brzdęk! Aż do soboty. Na Greenwich okazało się, że książę ma swoje groupies, które paradują po ulicach Londynu całe udekorowane gadżetami z wizerunkiem rodziny królewskiej. Osoby należące do grupy psychofanów monarchii były w różnym wieku. Byli tak różnorodni jak brytyjskie społeczeństwo. Maski również mieli na sobie. Lokalne gazety codziennie donosiły o nowych informacjach, np. o tym, że na ślub nie przyjedzie ojciec Meghan. Na dzień zaślubin przygotowano także piwo imbirowe z wizerunkiem młodej pary, które rozdawano w miejscach, gdzie ustawiono telebimy. Tak! Ustawili je m.in. w parkach. Ludzie zrobili sobie piknik, bo była ładna pogoda, a ja taki oto weselny kolaż:

20180519_195656.jpg

#2. Międzynarodowy Dzień przeciwko Homofobii, Transfobii i Bifobii.

W czwartek obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień przeciwko Homogobii, Bifobii i Transfobii. Na budynkach wielu instytucji państwowych i ambasad powiewały tęczowe flagi obok tych narodowych. Postąpiły tak m.in. ambasady Kanady i Brazylii. Wiecie co… Nikt nie protestował. Był to dzień przeciw kilku fobią, czyli nieuzasadnionym lękom. Nie widziałem, ani wieców poparcia, ani protestujących. Natomiast w czasie pobytu dostrzegłem kilka homoseksualnych par idących np. na spacerze w Hyde Parku i zauważyłem jeden bar dla gejów. Tyle. Dalsze dyskusje zostawmy na osobny wpis. To tyle jeśli chodzi o ten dzień.

20180517_163725.jpg

#3. Znowu Polacy!

W metrze, w autobusie, w muzeum, w chińskiej restauracji, w WC. Wszędzie są Polacy! Tekst ostatnich trzech dni (usłyszany w chińskiej restauracji), który przebił słowa zasłyszane w metrze: „Marek nie bierz krewetek, bo się opierd**isz jak ja!”

#4. Brytyjska Galeria Narodowa

No jest piękna. Co tu dużo pisać. Mają „Słoneczniki” i obrazy Rubensa…

#5. Muzeum Sztuki Współczesnej

Polecam. Za darmo można obejrzeć obraz pod nadanym przeze mnie tytułem „Sworne gacie”:

20180518_174555.jpg

Oraz dzieło Polki – Magdaleny Abakanowicz – tej samej Pani, która stworzyła postacie na poznańskiej Cytadeli:

20180518_181444.jpg

#6. Muzeum Historii Naturalnej

Interaktywne. Polecam grę w utrzymywanie organizmu przy życiu podczas, np. biegu. Do wyboru mamy trzy przyciski z: wodą, tlenem i ciśnieniem krwi. Człowiek, którym się opiekowałem raz się udusił, za drugim razem zemdlał z odwodnienia, a za trzecim znów się udusił. Szacunek dla naszego mózgu, że tyle potrafi i ogarnia!

#7. Muzeum Nauki

Nudy. Nie lubię techniki. Może dlatego najmniej mi się podobało to muzeum. Ciekawe były zegary z XVIII i XIX w. oraz stary model tomografu i inkubatora.

#8. Anglicy są za mili

Z początku lubiłem ich ustawianie się po prawej stronie schodów prowadzących do metra, aby inni mieli miejsce i ich ciągłe przepraszanie, gdy ledwo mnie musnęli… Raz nawet kobitka myślała, że wepchnęła się do kolejki i po sto kroć mnie później przepraszała. Ja tylko ją wpuściłem. Ostatnio w Tesco w centrum Londynu, babka, wielka czarnoskóra kobitka z warkoczykami walnęła mnie w ramię jak próbowała wepchnąć się między regał z napojami, a mnie. Przeceniła swoje możliwości i uwaga, tutaj będzie miała miejsce ogromna niespodzianka, oczywiście przeprosiła. Bidulka! Natomiast po paru dniach, ten poziom kultury jest przerażający. Z ulgą przyjmuję walnięcie w ramię w metrze przez anonimową osobę bez przeprosin. Zapomniałbym. Przeciskając się w autobusie, Anglicy są cisi i zachowują się jak dzieci błądzące we mgle. Szepczą „I’m sorry”. Może nawet przepraszają, że żyją?! Takie odnoszę wrażenie. Z drugiej strony lubię ich życzenia miłego dnia. Te słowa są miłe i szczere. Jakoś tak robi się od razu przyjemniej.

#9. „Na przypale, albo wcale”

Zgadnijcie kto często pokazywał kierowcy autobusu bilet do góry nogami, w taki sposób, że nie było widać daty jego obowiązywania?! Tak. Zgadliście. Mła! Kierowcy zawsze mówili, żebym odwrócił bilet i później się uśmiechali i kiwali głowami. Jakby nie mogli zrobić tego wcześniej?!

#10. Wi-Fi

W każdym muzeum jest bezpłatne Wi-Fi. Nawet jest szybkie. Połączymy się z Internetem także w okolicach ważnych zabytków i większych placów. Za pierwszym razem otrzymamy kod smsem, a później tylko akceptujemy regulamin i już. Niekiedy należy podać imię, nazwisko i maila do weryfikacji.

#11. Anglicy i picie

Londyńczycy piją w trakcie lunchu i po pracy. Bary są wiecznie wypełnione po brzegi. Jest to codzienny widok.

#12. „Przykazanie dwunaste”: Jak przeżyć na ulicy?

To jest dopiero sztuka! Jak przejść na drugą stronę ulicy w kraju, w którym panuje ruch lewostronny?! W poprzednim wpisie zamieściłem zdjęcie typowego dla Londynu przejścia dla pieszych. A teraz parę wskazówek dotyczących tego jak przeżyć na londyńskiej ulicy. Po pierwsze: sam odpowiadasz za siebie. Policja ma w nosie to, że przechodzisz na czerwonym świetle. Ba! Nawet Cię przepuszczą. Po drugie: miej oczy dookoła głowy. Na ulicach panuje wolna amerykanka. Kierowcy często jadą na trzeciego. W sumie pasy są (kropki wyznaczające przejście dla pieszych), ale czasami tylko są wyznaczone dla jakiegoś żartu, bo nikt z nich nie korzysta. O ile w ogóle są jakieś na drodze. Po trzecie: uwaga na rowerzystów. Mają oni swoje ścieżki i pasy. Co nie oznacza, że Cię nie przejadą… Nawet Cię nie zauważą…

20180519_182131.jpg

#wiersz

„Miasto nocą”

Moje miasto nocą nic nie potrzebuje
moje miasto nocą w deszczu
nic nie widzi
nic nie słyszy
nie czuje
nie widzi przemocy
i młodzieży bez perspektyw
nie widzi prawdziwej miłości
do każdego
moje miasto w deszczu
tak dziwne

A niedługo ostatnia cześć opowieści z Londynu. Dodam ją po powrocie 🙂

Do miłego 🙂

9 myśli na temat “Herbatka u królowej cz. 2. Królewskie wesele

  1. Co do ulicy to w Czechach mają tak fajnie podzielone zebry wzdłuż i narysowane strzałki na każdej ze stron, które wskazują, żeby chodzić prawą stroną, a nie byle jak 😛 A co do samego wpisu to na pewno do niego wrócę, jak zaplanuje wycieczkę do UK 🙂 Pozdrawiam!

    Polubione przez 1 osoba

  2. Taaa, oni zawsze muszą się wyróżnić. Własny ruch uliczny, własna waluta…
    A pani Magda własne ziemniaki przywiozła, wykupiła salę w muzeum i wywaliła wywrotkę. Chyba, że coś innego jest w tych flakach. No, ale ze sztuką się nie dyskutuje.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s