Ciąg dalszy nastąpił. „Kiedy słońce”

Hej

Ten post nie zawsze będzie optymistyczny. Postanowiłem dotrzymać danego Wam niegdyś słowa. Zostawiłem kilka wpisów z trzema kropkami lub z obietnicą, że do nich wrócę. Dziś pora zamknąć te historię. Powieje chłodem i zefirkiem. Może trochę ogrzejecie zmarznięte ręce. Zobaczcie sami.

Biegający po szpitalu rak

W jednym z lutowych wpisów wspomniałem Wam o osobach zmagających się z nowotworami, które spotkałem w swoim życiu. Pisałem o małym chłopcu, który był bardzo radosny. Jego choroba zjednoczyła wiele obcych sobie osób. Znalazł się sponsor, który chciał kupić lek, kosztujący koło miliona złotych, dla tego dziecka. W dniu kiedy zgłosił się sponsor, Antek zmarł.

W tym samym wpisie opisałem historię naszego kolegi Darka, któremu amputowano nogę. Wtedy, gdy pisałem wpis nic nie wskazywało na to, co się wydarzy. Parę tygodni później dowiedzieliśmy się, że Darek ma jakieś guzy na płucach. Walka zaczęła się na nowo. Cały czas wierzyłem, że będzie dobrze Miał dobry humor, wolę walki. Nawet, gdy odstawili mu tzw. chemię, myślałem, że to do czasu poprawy wyników i wypompowania wody z płuca. Gdy przyjechałem go odwiedzić po wycieczce do Londynu nadal był radosny i pełen życia. W oczach miał trochę smutku, ale i nadziei. Jakby wiedział, co będzie później. Bodajże dwa dni po moim pobycie u niego w szpitalu, Darka przewieziono do domu. Myślałem, że na chwilę i wróci na leczenie. Coraz rzadziej pisał na messengerze i odpisywał na SMS-y. Pisał, że go boli, że chce żeby wszystko już się skończyło, bo dobrze już było. Zmarł w dzień przyjaciela, 9 czerwca. Dowiedziałem się o tym, gdy miałem jeść burgera. Pierwszy raz od dawna poczułem, że ktoś odebrał mi nadzieję. Byłem wściekły. Czułem nie sprawiedliwość i żal. Rok walki. Rok. O tyle udało się przedłużyć życie Darka. Poprzednio odebrano mi nadzieję, gdy dowiedziałem się o tym, że Darek ma guza na płucu. Wtedy nie wierzyłem w najgorsze. Patrzyłem z nadzieją w przyszłość. „Darek przecież da sobie radę, pomożemy mu. Pokonamy dziada!” – Tak myślałem w lutym. Zresztą wiele osób tak myślało. Gdy zadzwonił do mnie kolega z informacją o przerzutach na płucu, nogi się pode mną ugięły. Miałem ochotę walić pięściami w przystanek, na którym stałem. Padał deszcz. Złość rozładowałem na poduszce. Po powrocie do domu pękłem. Gdy otrzymałem informację o śmierci Darka było jeszcze gorzej. Burger nie smakował mi jak zwykle. Oczy mi się zaszkliły. Mógłbym wtedy jeść cokolwiek. Czułem się beznadziejnie. Codziennie za Darka się modliłem, pisałem do niego SMS-y, odwiedzałem go w szpitalu. Kupowaliśmy mu jego ulubione żelki. Graliśmy z nim w gry planszowe. W te same, w które graliśmy na domówkach. Ktoś postawił kropkę w Darkowym epilogu księgi życia.

Z rozmowy z jego rodzicami wiem, że umarł rano z różańcem ręku. W czasie pobytu w domu, często się dusił. Był pogodzony ze śmiercią. O przerzutach i złych wynikach badań wiedział. Nie wszystko nam mówił. Chciał, żeby było normalnie. Na ile się dało. Pielęgniarki śmiały się, że był najbardziej imprezowym pacjentem. Często miał gości. Jedna pielęgniarka rozpyliła płyn do dezynfekcji, który robi się na bazie alkoholu i mówiła żebyśmy wąchali to poczujemy się jak w klubie. Darek mało mówił o swoich dolegliwościach. Zawsze pytał o to, co słychać u nas.
W trakcie konduktu żałobnego, który odprowadzał jego ciało do grobu, podleciała do mnie pszczoła. Towarzyszyła mi w drodze do jego grobu. Powiem Wam jedno. Nie ma nic gorszego niż lament matki opłakującej śmierć swojego dziecka. Słyszałem płacz mamy Darka. Coś strasznie smutnego.

Nadal szukam sensu jego śmierci. Może jego odejście w dzień przyjaciela nie jest przypadkowe. Ma to nas nauczyć dbania o relacje zanim będzie za późno. Z drugiej strony uczy nas nadziei. Rok nadziei. Nawet najgorsze informacje przy niej bledną i nie pozwalają zniszczyć nam życia.
Jakiś czas od śmierci Darka spotkałem się z koleżanką, która zna się na numerologii. Po dokładnych obliczeniach stwierdziła, że nasz kolega zrobił biznes. Ksiądz powiedział, że jego śmierć była komuś potrzebna. Tylko komu? To jest niewiadoma. Jego odejście cały czas bolało. Gdy grupa osób pomaga innemu człowiekowi, jest w to mocno zaangażowana to, gdy umiera osoba wokół, której się skupiają, umiera niejako część każdej z tych osób. Tak się długo czułem. Jakby ktoś coś we mnie zniszczył lub odebrał. W czerwcu ze łzami w oczach napisałem dla Darka wiersz. Oto on:

„Do zobaczenia!”
Ja Ci mówię: „Do zobaczenia!”
Wiem, że się zobaczymy
Wiem, że się spotkamy
nie mówię Ci żegnaj,
do zobaczenia
do zobaczenia kiedyś
„Trzymaj się!”- to Ci mówiłem ostatnio
Wiec gdziekolwiek jesteś
Trzymaj się!
Do zobaczenia
Pozdrów Nas czasem.

Wrażliwość

W jednym z kwietniowych wpisów wspomniałem o wrażliwości i kwiatach. Wrażliwość jak większość cech, ma swoje plusy i minusy. Do tych pierwszych zaliczyć można umiejętność wczucia się w sytuację drugiej osoby. W ten sposób zamiast myśleć na widok grubszej pani: „O jaka spasiona wieprzowina, udaje, że kupuje ekologiczne warzywa!” zdajesz sobie sprawę: „Ej, może ona jest chora”. Z drugiej strony osoby nadmiernie wrażliwe są bardziej narażone na depresję. Tacy ludzie nie lubią chaosu. Cenią ciszę i spokój. Psychologowie twierdzą, że jest im łatwiej w pojedynkę. Według mnie do czasu aż zacznie im ona doskwierać, przygniotą ich sprawy, o które się codziennie zamartwiają po nocach etc. Osoby bardziej wrażliwe przeżywają bardziej od innych porażki, a z drugiej strony ich zachwyt nad czymś dla nich pięknym jest dużo większy niż u reszty społeczeństwa. I na podsumowanie „kąsek świąteczny”. Spróbujcie iść z „nadwrażliwcem” na zakupy. Powiedzmy, że potrzebujecie papier do zapakowania prezentów. Przeciętny człowiek o umiarkowanej wrażliwości, bierze pierwszy ładny i tani papier, biegnie do kasy i po chwili pije gorącą herbatę w swoich czterech kątach. Ale nie „nadwrażliwiec”. On wybiera najładniejszy papier spośród dostępnych w sklepie, przeglądając przy tym herbaty w świątecznych opakowaniach i ozdoby do domu, mimo iż posiada ich miliony w szafie i nie ma miejsca, aby je postawić. Wybierając opakowanie na prezenty zabłądzi w supermarketowym dziale z przepięknie ilustrowanymi książkami dla dzieci. I nie pytajcie, gdzie był przez trzy godziny i dlaczego tak długo.”Wrażliwiec” przecież wybierał papier i tyle się działo.

Cudaczne powiedzenia

W kolejnym poście rozmyślałem nad dziwnymi powiedzeniami. Przy tworzeniu tego postu dobrze się bawiłem. Śmiechu było co nie miara. Postanowiłem dopisać trzy kolejne:)
„Adam cóż by poradził, gdyby Bóg w raju Ewy nie posadził”
Pewnie byłoby mu smutno czy coś… Jabłoń pozostałaby nietknięta. Adam nudziłby się jak nic.
„Aniołowie pijanych na rękach swych noszą”
To stąd te całe slalomy po pijaku. Szeroki rękaw trudniej jest złapać, gdy jest się zamroczonym alkoholem. To tłumaczy także cudowne dotarcia do domu po imprezach. Takie z cyklu: „Nie wiem jak, ale dotarłem/am do domu”.
„Nie skryje diabeł końskiego kopyta”
Hmm.. czyli diabeł jest mały. Wróć! Nie skryje kopyta! Tak! Diabeł nie ma nóg! To dlatego diabeł nie może i babę pośle! Wyjaśniło się!

Eurowizja dla dzieci

W maju miał miejsce Eurowizja dla dorosłych. Natomiast w listopadzie w Mińsku odbyła się analogiczny konkurs dla dzieci. Zasady są identyczne. Wygląd show również jest zbliżony. Jedyną sporą różnicą jest konieczność śpiewania części utworu w języku narodowym przez dziecięcego wokalistę. W tym roku Polska wygrała ten konkurs! Po raz pierwszy w historii. O ile zdarzało naszym reprezentantom wygrać konkursy dla młodych muzyków i tancerzy, to Konkursu Eurowizji dla Dzieci, nigdy. Gdyby ktoś nie słyszał, oto piosenka, która podbiliśmy eurowizyjną Europę!

Seks

Ten wpis zbudził wiele emocji. Tego tematu nie da się chyba wyczerpać. Ile osób, tyle będzie opinii. Żeby coś napisać. Mózgu myśl – zacząłem się zastanawiać
<Pamiętasz te śmieszne robaczki, czerwone w czarne kropki. Nazywają się kowale. Zawsze całymi chmarami zajmowały chodnik, po którym akurat szedłeś do szkoły. Trzymały się za pupy! Hehehe! Albo muchy na oknie! Pamiętasz je jeszcze?! Jedna na drugiej siedziała na szybie! Ale to był widok!> To odpowiedział mi mój elokwentny mózg. Na dzisiaj już mu podziękuję za rady i wspominki.

Zatrzymaj się

W dużych miastach wszystko pędzi. W mniejszych zdają się robić to tylko chmury. Stałyby w miejscu, gdyby nie przeganiał ich wiatr… Lubię czasem posiedzieć sam, nigdzie się nie śpieszyć w czasie, gdy niemal wszystkich dopada świąteczna gorączka…

Internet – drań

W mojej skrzynce mailowej w folderze spam znalazłem takie oto kwiatki:

„Odbierz limitowane mydełko”
„Sprawdź suplement diety na prostatę”
„Miej grubego penisa”,
a mało tego” Krok po kroku zdradzimy Ci tajemnice grubego penisa”. Że co, proszę?!
„Nowa pożyczka. Miej je wszystkie” Już łapię, jak pokemony!
„Środek na żylaki”
„Obniż swoje AC”
„Koniec zimowego tycia”. Ja chce tyć!
„Usuń żylaki na dobre”. Ale ja nie mam żylaków…
i jeszcze mam kilkanaście super ofert…

Kiedy ta Nosowska?

Tekst to o tej Pani zasługuje na dokładne przeanalizowanie jest twórczości. Jestem na etapie rozmów ze specjalistami w temacie Kaśki 🙂 Wpis będzie, będzie…

#wiersz

„Kiedy słońce”
Kiedy słońce przychodzi
coś odchodzi
cienie ustępują mu miejsca
kłamstwo ugina się przed prawdą
topnieją lody nienawiści
kwitną łąki nadzieją
Ja się zmieniam
A ty mi się przyglądasz
jak przedstawieniu
Rozświetlają mi twarz
słońca dobroci promienie
A to wszystko się dzieje
Kiedy słońce się odradza.

#piosenka

Miejcie się dobrze ! 🙂

Reklamy

5 myśli na temat “Ciąg dalszy nastąpił. „Kiedy słońce”

  1. Dziś w Wigilię mija dokładnie rok, jak umarł na nowotwór mój ukochany brat. Nie jestem jeszcze w stanie o tym pisać, powiem tylko że mas rację! Z odejściem każdej osoby z którą jesteśmy związani emocjonalnie – odchodzi cząstka nas samych! Tyle jestem w stanie napisać na dziś. Może później odniosę się do pozostałych wątków Twojego wpisu. Teraz jednak: Wesołych Świąt Ludzki Człowieku!

    Polubione przez 1 osoba

  2. Przejmujące jest twoje wspomnienie o Darku. Dziękuje ci za nie. Wiesz, tak sobie myślę, że trzeba mieć nadzieję. zawsze. Nawet po czyjejś śmierci. Pomimo śmierci. To są te nasze najtrudniejsze sprawy… Te sprawy, których nie da się wyjaśnić. Ja też myślę, że jeszcze się kiedyś zobaczycie.
    Cały wpis ciekawy, tyle treści poruszyłeś… Właściwie to takie podsumowanie roku? Rzeczy smutne i wesołe. Nie wiem, jak Ty to umiałeś połączyć. ja chyba bym nie potrafiła.
    PS Pewnie, że Adam by się nudził bez Ewy. I to wcale nie takie pewne, że bez niej by tego jabłka nie zerwał!! 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s