#Ludzie z miejsc obok

Część!
Jak dobrze wiecie, albo i zapomnieliście lub nie macie jeszcze o tym pojęcia, uwielbiam obserwować ludzi w codziennych sytuacjach i dopowiadać sobie do nich ciąg dalszy. Ostatnio trochę podróżowałem, wychodziłem do ludzi, trochę podróżowałem. Oto, co mnie spotkało.

#Ludzie z ulicy
Usiedliśmy z kolegą w ogródku piwnym położonym przy jednej z ulic Starego Rynku w Poznaniu. Sączymy sobie napoje alkoholowe, aż przy nagle przy naszym stoliku staje taki oto jegomość: burza kręconych i spoconych czarnych włosów, broda, która nie załapała się na termin do fryzjera na wczoraj, koszula w kratę odsłaniająca brak paska. Zamiast tego ów pan, przewiązał swoje jeansy plastikową torbą foliową. Tak, nie mam wątpliwości, że była to słynna foliówka. Pan zapytał nas o drobne. Nie mieliśmy. Jesteśmy pokoleniem niezliczonej ilości kart w kieszeni, ale nie monet. Pan się śmiał, że szkoda, że nie wziął terminala. Myślę sobie: „spoko kolo, żartuje”. Potem mówił nam o tym, jakie to złodziejskie nie są banki, że tysiąc biorą za prowadzenie konta, że jak któryś oferuje to za darmo to ściema i złodziejstwo. Po tym wykładzie pożegnał się z nami i poszedł zebrać o papierosy. Mimo tego, że z kieszeni jego koszuli wystawała mu paczka fajek. Możliwe, ze była pusta. A wiadomo, że z pustego… Później ów mężczyzna do nas wrócił i prosił o papierosy. Już zapomniał, że nie palimy i nie mamy ich przy sobie.

Krótko po tym, jak pan z siatką foliową zamiast paska, starsze małżeństwo chodziło od restauracji do restauracji w poszukiwaniu tej idealnej. Podchodzili do wywieszonego menu, rozmawiali między sobą, wymachiwali rękoma i szli dalej. Az nagle naszą rozmowę urozmaiciło soczyste „ku**a”. Widocznie miarka się przebrała. Popatrzyliśmy w stronę tych państwa. Pan stał i dalej klął czytając menu, a pani, pewnie jego żona, a może konkubina, rozglądała się po ulicy we wszystkich kierunkach, jakby było jej wstyd za partnera. Poprawiała tylko kapelusz i wzdychała. Gdy seria przekleństw się skończyła, pan szybkim krokiem szedł dalej, a jego partnerka niedoli, pewnie biedaczka głodna i zmęczona, dreptała za nim z opuszczoną głową. Rękę trzymała na kapeluszu, bo zaczęło wiać. Ludzie religijni, jak nic, powiedzieliby, że to znak od Boga, Bo jest takie twierdzenie, że jak mocno wieje to obecny jest Duch Święty. Jeśli ta pani była religijna, odetchnie, że ominęły ją rewelacje żołądkowe. Jeśli nie, zrzędziła na wiatr. Cudownie!

#Ludzie z pociągu
Parę dni później wybrałem się pociągiem do Zielonej Góry i Stargardu. W pociągu zawsze mam przygody. A co!
Pociąg do Stargardu był opóźniony z Poznania o 40 minut, bo zerwało trakcję na jednej ze stacji, przez którą mieliśmy jechać. Mało tego staliśmy kilkanaście minut w polu. Było cudownie. Z jednej strony łąka, z drugiej baloty słomy. Najlepsze były panie, które siedziały ze mną w przedziale. Gdy mnie zobaczyły w garniturze, spytały:
– A pan na jakąś delegacje jedzie?
– Nie, ja na wesele, poprawiny – odparłem
– Aaa! To też do Świnoujścia (bo to była stacja końcowa pociągu), tak?!
– Nie, tylko do Stargardu.
– Panie drogi, tylko?! Pan pojedzie dwie i pół godziny. Jakie tylko?!

Gdy stanęliśmy w polu jedna z pan krzyknęła do mnie:
– Ha, może dojedzie pan na poprawiny jak nic! I podkreślę „MOŻE!”

Gdy zasypiałem mówiły do mnie: „Pan nie śpi, My tu pana zabawiamy żartami, a pan co, chrapnie trzy razy i co to ma być?!”
Nie pospałem, ale przynajmniej, co się naśmiałem to moje!

Pociąg z Zielonej Góry też był opóźniony. Dla odmiany przez blokadę torów. Inny pociąg zatrzymał się gdzieś, czy koparka, cokolwiek. Wyobraźcie sobie. Biegniecie na peron, cali spoceni, torba na plecach. Wchodzicie na peron i widzicie, że pociąg jest opóźniony 65 minut. Stoicie chwile nie dowierzając w to, co widzicie. Po chwili waszym oczom ukazuje się, opóźnienie rzędu 15 minut. Luzik – myślicie?! Nie ma tak prosto, to polska kolej! Przejeżdżacie 2 stacje i wasz pociąg czeka, nie wiadomo na co, godzinę. Hm. Coś poszło nie tak.

Przymusowy godzinny postój pociągu był przyczyną poznania przeze mnie jednej z pasażerek i jej historii przejazdu tymże pojazdem. Kobieta siedziała na miejscu na ukos ode mnie. Blondynka, bo to była pani o włosach koloru blond, studiuje matematykę. Na przeciwko niej dosiadł się, na pierwszy rzut oka, kujon, trochę to niesprawiedliwe go tak nazywać, ale tak wyglądał. Okrągłe okulary, koszula w kratę, za duże spodnie, sandały. Gdy usłyszał, że urocza blondynka studiuje nauki ścisłe zapytała ja o to, jaka jest jej ulubiona dziecina matematyki, bo w szkołach jest algebra, geometria, itd. Blondynka jak na blond przystało, niestety, zrobiła wielkie oczy i potwierdziła, że tak studiuje matematykę. Później młodzieniec w okularach pokazywał jej swoje rysunki, na których były bryły geometryczne. Podzielił się z nią także informacją o tym, że kiedy był mały budował wielkie konstrukcje przestrzenne z klocków, mierzył jej i obliczał objętość, wysokość i wiele innych wartości. Nagle wziął torbę i zaczął czegoś szukać. Wzywał na pomoc Matkę Boską, robił znaki krzyża. Gdy przebiegał koło mnie, usłyszałem słowo „plecak”. Tak się składało, że pod siedzeniem na przeciwko mnie leżał mały plecak. Wziąłem go do rąk i podążyłem za fanem brył. On już był na peronie. Wręczyłem mu plecak w samych drzwiach pociągu (tak, dalej staliśmy przecież). Dziękował i poszedł gdzieś w głąb pociągu, mówiąc blondynce, że wróci (szedłem za nim, słyszałem to!). Blondynka zmarszczyła czoło. Ja usiadłem na swoim miejscu, pożyczyłem od koleżanki wachlarz, schowałem za im twarz i zacząłem rechotać ze śmiechu. Wszystko, co usłyszałem pragnęło wydostać się z moich ust w postaci śmiechu. Blondynka spytała, z czego się śmieje. Odpowiedziałem, że z pana w okularach. Trochę pogadaliśmy o studiach i o tym jak jak była przez młodzieńca zabawiana rozmową. Nawała mnie artystą, dzięki mojemu brązowemu swetrowi. Wyglądam na artystę. Fajnie… I wiecie, co, ona trochę tej całej matematyki nie ogarnia, ale zdaje wszystko. Więc dobrze. A jest dopiero na pierwszym roku…
Młodzieniec w okularach, jak obiecał tak zrobił. Wrócił ku przerażaniu dziewczyny, usiadł na przeciwko niej i nieśmiało zapytał:
– Czy dasz mi swój telefon?!
– Nie, mam tylko jeden! – szybko odrzekła mu studentka matematyki
– Nie, nie, mi chodzi o numer!
– Też nie, przepraszam.

#Ludzie z napisów końcowych
Zostawiam Was z piosenkami i reklamą pewnego serialu 🙂
Do zobaczenia i do przeczytania, jakby to nie brzmiało!
Woodstockowiczom życzę miłej zabawy. Powrócę w sierpniu, gdy opadnie ze mnie piach
🙂 (Tak, jadę do Kostrzyna szukać dobrych ludzi!)

#Ludzie z dowcipem. Kawał miesiąca
Nie wiem, czy wiecie jak nazywa się miejsce, gdzie bardzo szybko można przejść z rozmiaru L do S, z L do S.

Uwaga!

Tym miejscem jest LAS!

14 myśli na temat “#Ludzie z miejsc obok

  1. Dobre 🙂 Jeżdżąc pociągami można sobie poobserwować, posłuchać, to fakt. Kiedyś prowadziłam taki tryb życia, że sporo jeździłam, i to właśnie na dość długie trasy, więc się działo. Ile się człowiek narozmawiał, nazawierał znajomości, nasłuchał śmiesznych tekstów różnych rodzajów ludzi… I w polu też się postało w przypadku różnego rodzaju awarii. Podróże pociągiem bywają ciekawe… 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s