#Rozmowy nocą o glutenie, spermie, prostytutkach, babkach w sklepach…

Cześć!
Ten wpis jest zbiorczy, bo taki był ostatni czas. Zbiorczy?! Niech tak będzie. Jednak myślę, że jest to trochę niefortunne słowo. Wiem! Mój mózg własnie odebrał superszybkie połączenie z kosmosem i podpowiada mi, że ten akurat wpis, a nie jakiś tam inny, jest tekstem, które napisało życie. „Samo życie takie właśnie jest” jak to śpiewał klasyk. Tak jak w tytule. Będzie o spermie, prostytutkach, a najwytrwalsi przeczytają o tym, co wyrabiają starsze panie w sklepach, choć pewnie macie podobne przygody:) Zapraszam!

Jakiś czas temu wybraliśmy się z koleżankami i kolegami na cydr. Po kilku godzinach rozmowy naszło nas następujące pytanie:
#”Czy sperma ma gluten?”Wszystko przez to, że jedna z naszych koleżanek nie może jeść produktów zawierających gluten. Gdy takowy zje „umiera” dwa dni, a jej jelita robią z jej życia przysłowiową jesień średniowiecza. Z pomocą przyszły nam odpowiedzi na jednym z portali „zadaj głupie pytanie a ja ci odpowiem na nie lub nie.com.pl.eu. Zdania były podzielone:
– „zależy, co je facet, jak je gluten to tak”;
– „nie ma, gluten umiera w spermie”,
-„ma gluten i laktozę, a po drugie to mięso, jeśli jesteś wege to nie bierz penisa do ust!”
-„nie, ma błonnik”
-„nie wiem, ale działa antydepresyjnie”
Nadal nie wiemy…

#Chomik co dwa razy umarł
Chomik naszego kolegi umarł dwa razy. Już wam mówię. Nie mam pojęcia jakim cudem nie było tego nigdy w gazetach.
Było to tak. Mój kolega miał chomika Antka. Pewnego zimowego dnia postanowił kupić swojemu zwierzątku zabawkę. Do domu przytargał kołowrotek. Włożył do klatki ukochanego chomika. Poszedł na obiad. Gdy wrócił zobaczył, że jego chomik leży pod kołowrotkiem. Zrozpaczony nasz kolega przestawił klatkę z chomikiem na korytarz i postawił na parapecie przy uchylonym oknie. Po czym zbiegł na dół do rodziców, aby łkać na całego po stracie swojego chomika. Gdy skończył płakać poszedł na piętro domu po ciało zwierzęcia, aby je pochować. Podszedł do klatki. Okazało się, że ciało chomika zamarzło. Nasz mały kolega położył zamarznięte ciało Antka na kaloryferze. Po jakimś czasie zauważył, że ów chomik zniknął z miejsca, gdzie go zostawił i pojawił się… na kanapie i chodzi. Uradowany tym faktem nasz kumpel włożył chomika do terrarium i poszedł powiedzieć o wszystkim rodzicom. Chciał, aby przyszli na górę i przekonali się o cudzie jaki miał miejsce pod ich dachem. Gdy chłopiec wszedł z rodzicami do pokoju, w którym stało terrarium z chomikiem, zobaczyli tylko kota, który biegnie do pokoju obok, z łapka Antka wystającą mu z pyska.

#Uniwersytet prostytucji
Podczas ostatniego spotkania z moją koleżanką po fachu wymyśliliśmy, że jeśli rząd kiedykolwiek zalegalizuje prostytucje i panie lekkich obyczajów będą płaciły podatki to konieczne będzie wprowadzenie efektownego kształcenia tychże kobiet.  Będą kształciły się w technikach i szkołach branżowych (ja to teraz cudownie brzmi!). Dziewczęta, które będą chciały być uniwerysytutkami (studentka prostytutka) będą musiały skończyć liceum. Będą korporację prostytutek, a starsze panie będą pracowały w seks-telefonie. Nasza oferta nie będzie skierowana tylko do kobiet, ale tez do mężczyzn, jeśli chodzi o zatrudnienie 🙂 Myślę, że pomysł jest genialny!

#Mewy
Ludzie często mówią mi tak: „wyjedź gdzieś z tego miasta. Nad morze na ten przykład. Mewy zobaczysz, może”.
– Dzięki!
Ostatnia moja droga do pracy. Chodniki są mokre od deszczu, bo dopiero co przestał padać, a nad głowami poznaniaków latają sobie mewy i skrzeczą. To mam jechać nad morze tak?! Żeby zobaczyć te białe ptactwo, która lata mi na łbem i wodę. Ten argument upadł. Inny plis.

#Odchudzanie na ulicy
Dzień po tym, w którym podziwiałem mewy i rozmyślałem o tym, co by było, gdyby wszystkie budynki były palmami, spotkałem takiego jednego pana na ulicy. Nie był to zwykły mężczyzna. Miał parasol i kartki. Z daleka widziałem już hasło, które znajdowało się na plandece za nim: „Darmowe mierzenie tkanki tłuszczowej”. Ha! Wyobraźcie sobie, że ten facet podchodzi do mnie i proponuje ten pomiar:
– Może zmierzy Pan tkankę tłuszczową?
– Przepraszam, co?! Ja nie mam! Widzi Pan?!
– Pewnie ma Pan mało, ale zawsze warto zmierzyć, tak dla siebie, z ciekawości
– Dziękuję!
I poszedłem. W tym momencie chciałem tylko dojść do domu, a drogę mam nie łatwą, bo mogą mnie czekać bliskie spotkania trzeciego stopnia z bezdomnymi, Romami i „owieczkami zagubionymi we mgle” (a może w smogu?). Ostatnio jedna z takich owieczek zapytała mnie o najbliższe publiczne WC. Gdy dowiedziała się, że trochę ma do toalety, spytała, czy może wysikać się w najbliższych krzakach i czy to będzie „okej”. Jestem miejskim królem szalet, jak nic!

Rozumiem, że trochę mam tkanki tłuszczowej, ale bez przesady. Żeby od razu ją mierzyć?!

#Babka, mandarynki, ceny, reklamacje, bateria i siatki
Hit nad hitami. Tak mogę śmiało nazwać pewną środę w trakcie, której miałem zamiar zrobić pierwsze świąteczne zakupy. Cały proceder zakupu czegoś, co stanie się prezentem byłby o wiele szybszy, gdyby nie starsze panie przy ladach oraz ich problemy.
I tak:
w pierwszym sklepie czekałem w kolejce 10 minut…
Starsza pani kupiła coś i zapakowała to w papierową torbę z uchem.
– Czy to uszko się nie zerwie, bo ciężkie to? – zagaduje ekspedientkę
– Nie, bo to na prezent.
– Ale wie Pani, dużo tego, a siatki nie macie?!
W tym momencie sprzedawczyni pokazała kliencie przezroczystą plastikową torbę i taką z lepszego gatunku, kolorową z Mikołajem.
Starsza pani miała dylemat, bo przezroczysta siatka była za duża, ale tańsza. Z kolei ta druga, kolorowa, była droższa lecz w sam raz. W końcu wzięła droższą.
usłyszałem tylko jak ze sprzedawczyni uchodzi powietrze, które wypuszcza ustami
oraz:
– Eliza, potrzebuje mocnej kawy!

Do kolejnego sklepu wparowała wkurzona klientka. Wiek na pewno emerytalny. Wepchnęła się w kolejkę i mówi:
– Pani kierownik, tę choinkę coście mi ostatnio sprzedali to jest uszkodzona. Tam z tyłu, wie pani, odpryśnięte jest. Ja Pani mówię, że to było już w sklepie. Wnuk mi pokazał dopiero w domu, że takie jajco sprzedajecie. Ja pani słowo honoru daje, że tak było!
– A ma Pani paragon? – w końcu mogła coś odpowiedzieć ekspedientka
– Nie!
– To nie potrzebuje pani słowa honoru!

Trzeci sklep, a był nim lumpeks, należał do pani, która pytała o cenę dnia. Stanęła przed kasjerką i pytała o cenę za kilogram rzeczy. Co z tego, że naprzeciwko na ścianie powieszono wielką wywieszkę z cennikiem… Aaa i narzekała, że drogo tu.

W czwartym sklepie babeczka chciała dokupić baterię do lampek. Sprzedawca cierpliwie wymienia jej rodzaje baterii i informuje czym się różnią. Pani  w końcu bierze najtańsze, nie trafia opakowaniem z bateriami do swojej torby. Podnosi pudełko z podłogi i wręcza ekspedientce mówiąc, że to nie jej. Po czym słychać: „pani to odda, to jednak moje”.

Piąta pani naruszyła moją przestrzeń osobistą oraz przestrzeń osobistą mojego koszyka.
Stałem w kolejce do kasy w sklepie spożywczym. W ręce trzymałem pierwszą kilogramową siatkę mandarynek tego sezonu. Nagle siwa pani schyliła się nad siatką prawie już moich mandarynek (była w pozycji fejs tu mandarynka) i pyta mi się, czy są słodkie! Odpowiedziałem jej, że nie wiem, ale chce je kupić. Po moich słowach starsza pani podeszła do kasy i zapytała się kasjerki o to samo wkładając głowę w kasę.

Wiem, że starsze osoby cz pytają o coś kilka razy, mają mało pieniędzy, ale te scenki mnie rozbawiły.

#Pan, który chce to do jajek
Kojarzycie to magiczne urządzenie, które służy do rozdrabniania jajek?! Taki krajacz, czy jak to nazwać. Sprawa wyglądała tak.
Jestem sobie w sklepie „Wszystko tanio”. Idę niczym złodziej, który chcę ukraść klejnoty koronne królowej Zjednoczonego Królestwa. Czuje się jak ninja. Pędzę między regałami w poszukiwaniu czegoś. Aż zatrzymują mnie oni. Ona dres i on w dresie. On trzyma krajacz do jajek i mówi do dziewczyny dres:
– Kupmy to!
– A po co nam to?! – odpowiada mu dresiara
– Mamy to w domu?
– Nie!
– To kupmy to, bo nie mamy! Okrągłe takie. Ne wiem co, to, ale kupmy! I facet dres podaje swojej niewieście metalowy krajacz…
A ona… Ona go odkłada z powrotem na półkę.

Później gadają, że faceci nie pomagają w zakupach. Kurczę, no! Koleś chciał pomóc. Ta dresiara ma skarb! Powiedzmy, że nie są zaręczeni. Gdyby zabrała swojego chłopaka do jubilera i powiedziała, że „tego pierścionka to nie mamy!”…

#piosenka

11 myśli na temat “#Rozmowy nocą o glutenie, spermie, prostytutkach, babkach w sklepach…

      1. Zależy kto i ile pije. Ja wtedy dobrze się trzymam 😀 No, a jakby ktoś miał sprawdzone info dot. spermy i glutenu to poproszę. Za parę dni znowu spotykam się z tymi koleżankami i podejrzewam, że temat wróci jak bumerang.

        Polubienie

  1. Oj rozbawiłeś mnie! 😂
    Nie wiem czy miałeś kiedyś możliwość pracy z klientem… ale ludzie są boscy.
    Pytają czy można psikać dzieci gazem pieprzowym, kupują komputery, wyjmują im bebechy i wsypują kamienie… dziwią się ze w bezach są jajka, chce żeby im rysować portrety ze zdjęć tortu (z wafelkiem z nadrukiem)….
    polecam serdecznie! ❤️

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s