Z pamiętnika belfra cz. 17. Porzygane mięsko

Cześć!
Tytuł was nie myli. Wpis będzie o „porzyganym mięsku”. Naprawę! Jeszcze możecie się zastanowić, czy warto czytać dalej. Bo wiecie… Nic już nie będzie takie samo. Nie spojrzycie już takim wzrokiem jak wcześniej na mięso. Wasze życie zmieni się. Nie jakoś diametralnie jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tak zwyczajnie, jak kiełbasa zwyczajna.
Opowiem wam historię, która w mojej szkole można powiedzieć, że jest owiana jakiegoś rodzaju tajemnicą. Teraz mało kto wie już o niej, bo mamy co raz więcej nauczycieli. Wobec tego uchylę dziś rąbka tajemnicy i zaznajomię was z genezą tajemniczego mięska.

Pewnego jesiennego dnia, gdy któraś z fal koronawirusa próbowała opanować naszą szkołę i szło jej to całkiem nieźle, ponieważ masa dzieci i i nauczycieli było nieobecnych. To był czas, gdy mało kto słyszał o szczepionce, a za kontakt z osobą, która miała kontakt z osoba, która miała kontakt z osobą, która ma COVID było się w kwarantannie. W mojej klasie ostało się dwoje uczniów: Basia i Marcin. Miałem dla nich przygotowany wspaniały temat: piramidę zdrowego żywienia. To jest jeden z tych tematów, które niemalże sam się robi. Wszystko szło jak z płatka, ale pamiętajcie, że w szkole choćby nie wiem jakim myślicielem się było, wszystkiego się nie przewidzi. Omówiliśmy piramidę zdrowego jedzenia, po czym rozdałem uczniom mniejsze, puste piramidy oraz kartoniki z ilustracjami, które przedstawiały jedzenie.

Piramida Żywności, Odżywianie, Składniki Odżywcze

I zaczęły przeklejać ilustrację: ruch, warzywa, owoce, chleb, bułki, makaron, mleko, sery i wtedy natrafiliśmy na mięso.
Marcin zapytany o to, co będzie teraz krzyknął:
„mięsko”
Basia zaczęła się mocno śmiać. Marcin jeszcze bardziej. Karuzela śmiechu zaczęła spadać z piramidy z prędkością światła, jeden raz i kolejny, i kolejny. Przez zaciśnięte zęby próbowałem się nie uśmiechnąć. To było trudne. Basia i Marcin wyśmiali się i uspokoili. Ale nie „mięsko”. Od tej lekcji Basia mówiła „mięsko”, gdy czegoś nie wiedziała, nudziła się, chciała zagadać. „Mięsko” nabrało wielu znaczeń. W pewnej chwili mieliśmy taki nawał „mięsa”, że Basia musiała wychodzić z klasy, żeby się uspokoić. Pisaliśmy w zeszycie do korespondencji o nadużywaniu : „mięska”. Efekt był taki, że Basia miała szlaban na słuchanie muzyki z tabletu. Ale to nie koniec, bo „mięsko” przybrało nowe formy.
Na jednej lekcji na widok jakiegoś zwierzęcia Basia powiedziała: „porzygane mięsko!”
Innym razem podeszła do mnie i mówi:
– porzyg, porzyg- kołysząc głową.
– słucham? – zapytałem.
– porzygane mięsko!
Jak powiedzieliśmy Basi, że „porzygane” to nie ładne słowo to zaczęła mówić „zwymiotowane mięsko”, a w chwilach, gdy krzyczała „mięsko” i nikt nie reagował dodawała „osrane mięsko”. Rozmawialiśmy z Basią, jej mamą, ustaliliśmy system motywacyjny polegający na tym, ze Basia za każdą lekcje bez „mięska” otrzymywała wesołą buźkę. Gdy uzbierała określoną ich liczbę mogła posłuchać jakiejś piosenki, a muzykę Basia uwielbia. Już myśleliśmy, że system zadziałał pierwszego dnia, bo Basia do obiadu miała wszystkie buźki. Ale nie. Nagle jak z armaty wystrzeliły wszystkie możliwe epitety, które pasowały do „mięska”: „porzygane”, „pokoszone”, „zmymiotowane”…
I tyle było ze słuchania muzyki przez Basię tego dnia.
Pewnego dnia, Basia stwierdziła: „nowy dzień, nowa ja” i „mięska było mniej i mniej. Teraz słyszymy te słowo okazjonalnie.
Oto historia „mięska”.



Jedna myśl na temat “Z pamiętnika belfra cz. 17. Porzygane mięsko

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s